niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 19

            Rozdział 19
       *Piper*
        Następnego dnia wstałam o czwartej. Joy oczywiście jeszcze spała. Ja nie mogłam . Patrzyłam na telefon, gdzie widniał SMS od mojego brata Billa. „Nie wierze, że mogłaś zrobić coś tak głupiego. Będę jutro o 9.” Cały czas płakałam, a gdy o 8 Joy wstała, ja byłam już wyszykowana. Moja strona pokoju była pusta, a ja nie mogłam też na nią patrzeć. Wzięłam walizki i zniosłam je na dół. Na śniadaniu byli już wszyscy oprócz Austina i Joy. Gdy tylko weszłam wszelkie rozmowy zamilkły. Każdy spojrzał na mnie, ale może dlatego, że cały czas z oczy leciały mi łzy. Usiadłam między dwoma pustymi krzesłami jeszcze nieobecnych osób. Po chwili stresującego milczenia wszyscy zaczęli rozmawiać. Eddie i Nina na przykład żywnie wyrażali swoje opinie na jakiś temat, ale mimo, że żywnie to nic nie było słychać. Fabian za to patrzył na nich zazdrośnie. Wtedy do jadalni weszła bardzo smutna Trudy.
         - Piper, gwiazdko, choć tutaj.
         - Czemu ? – spytała Patricia.
         - Temu !
         Powiedział to nikt inny, jak nasz brat Bill. Ma czarne, długie, sterczące na wszystkie strony włosy i czarne oczy. Jak zawsze jest pomalowany mocniej  niż nawet Patricia i ubrany na bardzo rockowo. Gra w niemieckim zespole Tokio Hotel. Gdy go zobaczyłam wstałam od stołu i bez słowa poszłam na korytarz.
         - Bill Kaulitz z Tokio Hotel ? O mój Boże ! – wykrzyczał Eddie.
         - Choć, Pat. – powiedział Bill i wyszedł z jadalni.
         Słyszałam jak Eddie tłumaczył niezorientowanym kim właściwie jest Bill. Nie słuchałam go, tylko bardziej się rozpłakałam i rzuciłam bratu na szyję.
         - Już aniołku. Będzie dobrze. – poklepał mnie po plecach, a ja puściłam go.
         - Idź do Victora. Patricia cie zaprowadzi. – powiedziałam.
         - Jasne. – odpowiedział. – Choć diable. – rzucił do Patty.
         Jak na tak wyglądającego rockmena to Bill jest bardzo miły i spokojny. Przynajmniej teraz.
          Spojrzałam na hol Domu Anubisa, a po minucie powiedziałam :
          - Będę tęsknić.
          Joy zaczęła schodzić po schodach. Wskazałam, żeby weszła do salonu, a sama zaraz tam poszłam.
          - Hej kochani ! Może tak bez zbędnych pożegnań to już powiem tak ogólnie, że jadę. Będę za wami bardzo tęsknić i na pewno was nie zapomnę. Nigdy w życiu. Papa. – i wyszłam z salonu ze spuszczoną głową.
          Wzięłam małą torbę, która leżała na ostatnim stopniu schodów, bo widocznie resztę zabrało moje rodzeństwo. Wyszłam z Domu i poszłam przyśpieszonym krokiem do wielkiego, czarnego auta. Gdy podeszłam naszła mnie ochota po raz ostatni spojrzeć na Anubisa. Jednak jak się odwróciłam drzwi było pełne mieszkańców, którzy wychodzili ze smutnymi uśmiechami. Wzruszyłam się.
         - Poczekam na ciebie. – powiedział Bill i wskoczył za kierownice zakładając okulary przeciwsłoneczne.
         Rozglądałam się za Austinem, ale go nie było, więc zaczęłam się żegnać z resztą. Gdy doszłam do Niny ta wyszeptała mi do ucha : „Trochę mi przykro, że Austin nigdy nie odpowie za to, co robi.” Uciekłam w stronę samochodu. Przytuliłam Patricie i chciałam wsiąść do auta, lecz …

             *Austin*
       Nie wychodziłem z pokoju. Myślałem o tym, co zrobić. Chodziłem z kąta w kąt, czasami kopiąc rzeczy, które stawały mi na drodze, lub waląc pięściami albo głową w ścianę. W końcu wybiegłem z pokoju i zajrzałem do salonu. Było pusto i cicho. Ruszyłem do drzwi wejściowych. Z daleka poznałem, że dziewczyna wsiada do czarnego vana.
         - Piper, NIE !!! – krzyknąłem.
         Podbiegłem do niej i zrobiłem jedyną rzecz, jak była odpowiednia w tej chwili.

Nie było mnie prawie miesiąc, wiem. Mam nadzieję, że podoba się wam ten rozdział. Postaram się dodawać częściej.

  Następny za 8 komentarzy.