wtorek, 7 października 2014

Nowy blog :)

Założyłam bloga, niestety nie ma nic wspólnego z Tajemnicami Domu Anubisa, jednak każdego fana fantastyki zapraszam :)

http://deadhoperashelstory.blogspot.com/

/Rebekah

czwartek, 11 września 2014

Koniec rozmyślań

Nie usunę bloga, ale nie będę pisać!
Wszyscy mają rację, może kiedyś zechce wrócić ? Dlatego na chwilę obecną się z wami żegnam, ale zapraszam was na mojego nowego i myślę, że ciekawego bloga każdego fana fantastyki.

http://deadhoperashelstory.blogspot.com/

                                                                    /Rebekah Mikaelson

poniedziałek, 1 września 2014

Rozważania ...

Tak jak głosi tytuł, długo, bo przez aż dwa miesiące myślałam i doszłam do pewnego wniosku ...

USUWAM TEGO BLOGA

Przyczyna jest prosta. Nie mam już chęci tutaj pisać, troszeczkę znudziłam mnie ta historia, ale mam napisane w zeszycie 60 rozdziałów, ale nie mam chęci tego ciągnąć ...
Przepraszam, chociaż nie wiem, czy ktokolwiek to czytał, kiedy mnie nie było tak długo. 
Za tydzień może dwa usunę tego bloga, wole to przemyśleć jeszcze chwilę. 
Dziękuję za wszystkie komentarze, za te dziesięć tysięcy wyświetleń, za ten wspaniały rok i trzy miesiące czytania moich wypocin.
Dzięki wam byłam tak długo <3 


Po raz (przed)ostatni 
 /Rebecka Mikaelson


niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 49 (9)

Rozdział 49 (9) „Z jej oczu leciały łzy, a …”
              *Patricia*
           To co zobaczyłam przeraziło mnie!
           Nina siedziała na łóżku przerażona i mokra. Z jej oczu leciały łzy, a na ręce była krew.
           - Co ci się stało, Nino? – podbiegłam do niej.
           - To sen. Zadzwoń do Fabiana i Alfiego. Niech wezmą po drodze apteczkę. – odpowiedziała niewiarygodnie spokojna.
           Amber usiadła obok Wybranej i przytuliła, pozwalając wypłakać się. Po dziesięciu, wlekących się w nieskończoność, minutach wparowali chłopcy.
           Fabian od razu przytulił płaczącą Ninę, a Alfie zajął się oglądaniem ręki.
           - Nino, ty się tniesz ? – spytał poruszony, a ja spuściłam wzrok.
           - Nie. Śniła mi się zjawa, goniła mnie. Złapała i groziła nożem. Broniłam się rękami i zarżnęłam. Dlatego się obudziłam. – odpowiedziała płaczliwym głosem.
           Lewis owijał rękę Martin bandażem, bardzo fachowo. Musiałam spytać :
           - Kosmito, na marsie brałeś kursy pierwszej pomocy?
           - Przez pięć lat z rzędu wygrywałem konkursy medyczne odbywane w lecie, a co ? – odrzekł skupiony na opatrunku.
           - Tak pytam. Nie chciałbyś pomagać szkolnej pielęgniarce. Szuka kogoś do pomocy. Możesz spytać. – zaproponowałam.
           - Tak … To dobry pomysł. – puścił rękę Niny.
           Postanowiliśmy, że chłopcy zostaną u nas. Wszyscy już spali oprócz mnie i Alfiego. Siedzieliśmy na podłodze i gadaliśmy oparci o łóżko. Okazał się w miarę inteligentny i fajny. Pytał mnie o rodzinę, potem o Eddiego, a ja odbiłam pałeczkę i pytałam o Amber. I tak zeszła nam prawie cała noc.

                         *Amber*
           Gdy się obudziłam, zobaczyłam Patricie i Alfiego, leżących obok siebie, prawie przytulonych.
           - Co to ma być? – wrzasnęłam, budząc wszystkich.
           - Ale co ? – ziewnął Lewis.
           - To! – wskazałam na Pat.
           - Jestem Patricia Williamson, z którą dzielisz pokój od dłuższego czasu. – podniosła się gotka.
           Oni sobie żartowali, a to była poważna sprawa. Oparci o łóżko, prawie leżeli na sobie głowami.
           - Czemu leżycie koło siebie? – zapytał Fabs.
           - Gadaliśmy w nocy i musieliśmy usnąć. – usprawiedliwiła się Pat.
           - Jasne! – rzuciłam wściekle i złapałam z naszykowane ubrania. I po prostu wyszłam.
           - Amber! – wrzasnął za mną Alfie. Ale szłam hardo dalej.
              
              *Patricia*
             Czy to serio tak źle wyglądało. Jakoś nie wierze.
             - Pięknie! – usiadłam po turecku na podłodze i schowałam twarz w dłoniach. – Będzie na mnie wściekła, a ja dziele z nią pokój.
             - Nie łam się. – Alfie pociągnął mnie za ręką, abym wstała.
              Puk, puk.
             - Co wy tu chłopcy robicie? – zapytała podejrzliwie.
             - Mieliśmy maraton filmowy. – rzuciłam pomysł.
             - Tak. Chcieliśmy później wrócić do siebie, ale baliśmy się obudzić Victora. Trudy, proszę nie mów mu. – zrobił słodkie oczy Alfie.
              - Dobrze, a co się stało Amber? – spytała.
              - A co ? – zatroszczył się klaun.
              - Jest wściekła. Weszła do łazienki trzaskając drzwiami, a kiedy się spytałam, czy coś się stało, to powiedziała, abym sobie poszła. Czy wiecie cokolwiek? – zakończyła opowieść.
              - Niestety tak. – złapał się za głowę Alfie.
              Po paru minutach chłopcy wrócili do siebie, a Amber była już w pokoju. Zerkała na mnie co chwila nienawistnym spojrzeniem.
              - Amber, przestań! Co jest złego w zwykłej rozmowie z twoim chłopakiem ? – nie wytrzymałam.
              - Spanie z nim. – wściekła się.
              - OBOK niego. – po tych słowach wyszłam.
              - Przesadzasz, Amber. – usłyszałam słowa Niny.

No i ? Uważacie tak jak Nina? I przepraszam za te długą przerwę. Następny postaram się szybciej.
A w kolejnym :
11.    „Alfie, dobrze się czujesz?”
22.    „Pat, mam … pewne pytanie.”
33.    „Dobra! Już się nie jąkaj. Zgadzam się.”
44.    „Myślałem, że to Amber jest jego dziewczyną.”
       

                                                                                                                /Rebecka

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 48 (8)

Rozdział 48 „Czy na tę dyskotekę trzeba mieć parę?”
            *Patricia*
             Mam nadzieję, że dobrze zrobiłam wybaczając mu, i że już nigdy więcej mnie nie oszuka. On jest naprawdę fajny. Moglibyśmy być przyjaciółmi. Pod warunkiem, że mnie nie zrani. Drzwi do pokoju były lekko uchylone, więc słyszałam jak Amber mówi:   
           - Jak myślisz, będą razem?
           - Mam nadzieję. Pasują do siebie. - odpowiedziała Nina.
           - Jak tylko Pat wróci to pójdę zapytać Eddiego jak było. Patricia nam nie powie. - stwierdził Fabian.
           - To możesz już iść. - powiedziałam stając w drzwiach.
           Chłopak spojrzał na mnie i spytał:
            - Czyli nie powiesz?
           - Nie.
           - Powiedz chociaż czy mu wybaczyłaś. - zaciekawił się Alfie.
           - Tak. - rzuciłam obojętnie.
           - Jesteście razem? - podekscytowała się Amber.
           - Nie! - krzyknęłam.
           Siedzieliśmy tak w milczeniu przez kilka minut.
           - A co z tymi hieroglifami i kluczem? - spytałam.
           - Rozgryzłem je, ale nie wiem w jakiej kolejności muszą być. Wpadłem na coś jeśli chodzi o klucz. - odpowiedział Fabian.
           - Co? - spytała Amber.
           - Victor mówił o jakiejś skrzynce, do której nie mają klucza. Może to on?
           - Genialne! - krzyknęła Nina. - Tylko gdzie ta skrzynka?
           - Nie wiem. Może hieroglify nam powiedzą? - rzucił Fabian.
           - Mam nadzieję. - stwierdziła.
           - Właśnie. Co powiecie na bal? - zmieniła temat Amber.
           - Znowu? Sweet się nie zgodzi. - ostudziłam entuzjazm blondynki.
           - Wszyscy do salonu! Raz - dwa! - ryknął Victor.
           - O-o! Fabian, schowaj notatki do pokrowca na telefon i daj mi ich trochę. - krzyknęła Amber. Tak więc notatki ukryli Fabian, Nina i Amber. Alfie wrzucił klucz do portfela.
         - Kogoś brakuje? Na dół! - ponaglił Rodenmar.
         Rzuciliśmy się do drzwi. Po chwili byliśmy w salonie. Usiedliśmy. Przy stole stał opiekun w towarzystwie dyrektora Sweeta.
         - Jedna z uczennic naszej szkoły zaproponowała bal. - zaczął Eric. - 14 października był nie tylko Dzień Nauczyciela, ale także Dzień Edukacji Narodowej, czyli -co za tym idzie- Dzień Ucznia. Zorganizujemy może nie bal, ale dyskotekę. Wszystko jest prawie gotowe, oprócz muzyki. Większość z was wolałaby pewnie zespół. Gdy byłem w Domu Izydy padł pomysł Tokio Hotel. W pozostałych domach uznano pomysł za dobry. Zgadzacie się? - zakończył.
         - Jasne. - odpowiedzieli wszyscy zgodnie.
         - Patricio, Piper, porozmawiacie z braćmi? - zwrócił się do nas.
         - Dobrze.
         - Więc w ten piątek dyskoteka.
         - Co? Kiedy ja kupię sukienkę? - krzyknęła Amber.
         - To już nie mój problem. - zaśmiał się Sweet i wyszedł.
         - A teraz do łóżek, bo zaraz będę chciał usłyszeć szpilkę. - rozgonił wszystkich Vic.
         - Ciekawe, kto prosił go o bal? - myślała Amber.
        - Zadowoleni? - podeszła Joy.
        - Pewnie! Może to ktoś z Domu Nut? - ciągnęła blondi.
        - Amber, to byłam ja. Napisałam do niego e-maila z prośbą. - zapiszczała Mercer.
        - Więc czemu nie powiedział, że to ty? - dopytywała Millington.
        - Bo podpisałam się ''uczennica''. - wyjaśniła dziewczyna Jeroma.
        - Dobra, dość tego! Jutro wszystkie dziewczyny idą na zakupy, a ty, Pat, dzwoń po Billa. - podbiegła do nas Piper, a potem zaczęliśmy się rozchodzić do pokoi.
        - Amber! Joy! - krzyknął Eddie.
        - Hm? - zatrzymały się obie.
        - Czy na tę dyskotekę trzeba mieć parę? - spytał.
        - Dobrze by było. - odpowiedziała Joy.
        - Aha. dzięki.
        I tyle go widziałam. Kogo chce zaprosić? Może ma jakąś dziewczynę? Nie... na pewno nie!
         - Bill, wiem, że macie przerwę, ale miałbyś ochotę na występ? - spytałam siedząc na łóżku.
        - O co chodzi? - wydawał się zbity z tropu. Wyjaśniłam mu wszystko, a on się zgodził.

                             ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
         - Aaaaaaaaaaaaaaaa!!!
        Obudził mnie wrzask Niny. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona, w obawie, że zjawa znowu dusi Martin. Jednak to, co tym razem z Amber zobaczyłyśmy przerosło nasze oczekiwania.


I jak wam się podoba ? Może mała zapowiedź ? :
 - Co się stało Ninie ?
- Czy Alfie ukarze swój nowy talent ?
- O co Amber będzie podejrzewać Alfiego ?


To taki przedsmak J Podoba wam się ? Komentujcie proszę J (Sorry za dłuższą przerwę).                                                    /Rebecka

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 7 (47)

Rozdział 7 (47) „Może kiedyś mi wybaczysz”
            *Patricia*
           Wróciliśmy do pokoju. Ku naszemu zdziwieniu na moim łóżku leżała czarna róża i list.
          - O... jak romantycznie! - wrzasnęła Amber.
          Podeszłam i powąchałam kwiat.
         - Był malowany sprayem. - zaśmiałam się.
         Wzięłam list i przeczytałam w myślach :

''Wiem, że myślisz, że jestem oszustem, ale chcę abyś wiedziała po prostu, że pocałunek był wspaniały i prawdziwy. Może kiedyś mi wybaczysz...
                                                           Twój Eddie''

         
           - Od kogo ? - dopytywał Alfie i chciał mi zabrać kartę, lecz powstrzymałam go.
           - Od Eddiego, prawda? - zapytała Nina.
           - Skąd ten wniosek? - dopytywałam.
           - Bo mu na Tobie zależy! - stwierdził Fabian.
           - Co powinnam zrobić?
           - Wybaczyć mu wreszcie! - wrzasnęli wszyscy.
           - Muszę pogadać z Piper! - rzuciłam.
           - Czemu?
           - Bo tylko ona wiedziała, że lubię czarne róże malowane sprayem! - wybiegłam.
            Bez pukania otworzyłam drzwi i spytałam na wejściu:
           - Co powiedziałaś Eddiemu?
           - Nie rozumiem. - stwierdziła.
           - O róży?
           - Aaaaa. Było tak od razu! Pytał jakie kwiaty lubisz. To mu powiedziałam. Powinnaś mu wybaczyć. Chłopak naprawdę się stara. Chyba Cię kocha. - rzekła Piper.
          - Też tak myślę. - włączyła się do rozmowy Joy.
         - Czyli sugerujecie, że mam mu wybaczyć to, że mnie okłamał, wykorzystał i zabawił się mną? - zapytałam.
          - Tak. - stwierdziły obie po chwili zastanowienia.
         - Ale wy wszyscy jesteście durni!
         Piper podeszła do mnie, złapała mnie za ramiona i rzekła wyraźnie:
         - On. Cię. Kocha. - po czym odwróciła mnie i wypchnęła z pokoju. - Idź do niego.
         Zamknęła drzwi. Może moja siostra i wszyscy inni mieli rację? To było już dawno. Nie słuchałam jego wyjaśnień. Nawet Bill, który go ledwo zna, bronił go. Czas zakopać topór wojenny.
               *Eddie*
         Oby mi wybaczyła. Oby mi wybaczyła. Oby mi wybaczyła!
        Ile można czekać? Siedzę tu już pół godziny jak jakiś kołek i myślę, czy zobaczyła różę, czy uwierzyła i czy wybaczyła. Austin leżał na łóżku i patrzył, kiedy nagle jego telefon zawibrował.
        - Piper pisze, że chyba przekonała ją, aby Ci wybaczył i może tu niedługo przyjdzie. - przeczytał.
        - TAK! - wrzasnąłem.
         Puk, puk.
        Usiadłem na łóżku, a Austin otworzył drzwi.
        - Witam, panno Williamson. Zapraszam. - uśmiechnął się.
        Wstałem. Patricia podeszła do mnie i...
        ŁUP!
       Dostałem z liścia.
       - A to za co?
       - Za zakład.
       Pocałowała mnie w policzek.
        - Wybaczyłam Ci.
       I wyszła.
       Staliśmy tak zdziwieni. Uśmiechnąłem się i rzuciłem na łóżko.
       - Ona jest niesamowita! - wybuchnął śmiechem Aus.
                    *Piper*
       Austin napisał do mnie: "Przyjdź. Patricia już pewnie wróciła do pokoju.''
      - Joy, gdzie Jerome?
      - Na dole. Uczy się z Marą. - odpowiedziała zła.
      - I jesteś zachwycona? - zgadłam.
      - Bo to jego była! Co jeśli zechce do nie wrócić? Jest ładna, mądra, zabawna. Ma wszystko to, czego ja nie mam! - krzyknęła.
      - Joy. Jesteś od niej ładniejsza i zabawniejsza. A ona ma chłopaka. Jeżeli Ci to przeszkadza, to pogadaj z Fabianem. - stwierdziłem.
      - Czemu? - zdziwiła się.
      - Bo on też jest mądry. Poproś żeby to on go uczył.
      Puk, puk.
       - Joy. Mogę wejść? - zapytał Jerome.
      - Pewnie.
      - Idę do Austina. Pogadaj też z Jerrym. - rzuciłam.
      Weszłam do sypialni chłopców. Śmiali się tak, że słychać ich było na korytarzu.
      - Co wam? - spytałam.
      Wybuchnęli jeszcze większym śmiechem.
      - Masz super siostrę. - powiedział mój chłopak i na powrót zaczął się śmiać.
      - Doprawdy. Jak Ci poszło? - zwróciłam się do Eddiego.
      - Dobrze. Dostałem z liścia.
      - A cieszy Cię to, ponieważ...? - zdziwiłam się
      - Dostałem też buziaka w policzek. - uśmiechnął się.
       Był tym zachwycony. Upewniło mnie to w przekonaniu, że on naprawdę ją kocha i dobrze zrobiłam pomagając mu. Tylko jak sprawić, aby byli razem?

No i jest rozdział. Jak wam się podoba ? Co byście zmienili ?

Ankieta !                                                                                      /Rebecka

niedziela, 25 maja 2014

Sorry

Rozdział będzie niestety dopiero za tydzień, bo wyjeżdżam na wycieczkę i nawet nie zdołam przysiąść nad nim. Jak wrócę to to nadrobię :)

Pozdrawiam, i jeszcze raz przepraszam !

                                         /Rebecka

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 6 (46)

    Rozdział 6 (46) „Co, ty z obstawą?”
                  *Patricia*
        Byłam przerażona. Jak mogłam zostawić telefon w sypialni Billa? Może często gubię różne rzeczy, ale telefon? W życiu! Niezły ze mnie członek Sibuny, najpierw amulet, potem telefon. Powinni mnie wykopać.
        Całą piątką wyszliśmy z Anubisa.
        - Co jeśli będzie pytał czemu tam była? - spytałam.
        - Wymyśl coś. To jest też Twój dom. Może szukałaś koszulki? Macie podobny styl. - wpadła na pomysł Amber (jak zwykle o ciuchach).
        - Dobra, stójcie tu. - powiedziałam i odeszłam od nich 10m. Z daleka zobaczyłam Billa.
         - Cześć. - powiedziałam, gdy podszedł.
         - Witam! Co Ty, z obstawą? - zaśmiał się.
         - To moi przyjaciele. - odpowiedziałam.
         - Dobra, dosyć tych słodkich kłamstw. Co robiłaś w moim pokoju? - zapytał. W dłoni miał mój telefon.
         - Szukałam koszulki. Telefon! Myślałam, że go nie znajdę. - krzyknęłam wskazując komórkę.
         - Była w moim pokoju. A teraz całkiem serio. Aby znaleźć jedną bluzkę potrzebowałaś pięciu osób, mojego laptopa i odsuwania mebli ? - spojrzał podejrzliwie.
         Co? Skąd on wie? Nie było go tam. Toma też, wyjechał pół godziny wcześniej. Odwróciłam głowę, by spojrzeć na resztę. Wymieniali między sobą przerażone spojrzenia.
        - Skąd wiem? No więc Tom musiał wrócić się po coś do domu i jak już jechał to w lusterku coś zobaczył. Dywan w moim pokoju był podwinięty przez nóżkę fotela, a laptop nie był do końca zamknięty. - wyjaśnił nam.
        Wszystkie te rzeczy były moim obowiązkiem.

        - Patricio! - nie wytrzymał Fabian.
        - Przepraszam. - odpowiedziałam.
        - Co to jest ''Sibuna''? - spytał Bill.
        - Co? - zdziwiłam się.
        Kaulitz zaczął klikać coś na MOIM telefonie i przeczytał.
        - ''Tom wyjeżdża w sobotę o 12:00, więc o 12:15 przed Anubisem. Sibuna.''
        - Czytałeś moje SMS-y?! - wrzasnęłam.
        - Tak. Joy pisała z Tobą o mnie, a Ty mi nie powiedziałaś? - zaśmiał się. - Nie mścij się na Eddiem, bo pocałunek nie był zakładem. I tak chciał z Tobą zatańczyć, ale raz mu odmówiłaś, więc jego motywacją był zakład.
       - Jak śmiesz?! - krzyknęłam.
       - Czym jest ''Sibuna''?
        - Klubem. - odpowiedziała Nina.
        - Czym się zajmujecie?
        Nina zawahała się.
        - Powiem mu. - spojrzała na resztę Amber.
        - Nie. - szepnął Alfie stanowczo.
        - Obliczeniami. - powiedział Fabian.
        - Co? - zdziwił się Bill.
        Brunet zawahał się, a potem wyrecytował:
       - Nasza piątka interesuje się architekturą, więc chodzimy do różnych domów i pomieszczeń, a potem obliczamy pole, czasem objętość i zawartość tlenu, azotu. Zostaniemy kiedyś architektami. - zakończył kujonek.
       Chciało mi się śmiać, bo nie widziałam sensu jego wypowiedzi. Ja i architektura? Alfie i pole? Amber nawet nie wie co to azot. Dobre!
       - Naprawdę? - niedowierzał wokalista.
                 *Austin*
       Siedziałem z Eddiem w pokoju i rozmawialiśmy o dziewczynach.
       - Przez Alfiego i Jeroma Pat mnie nienawidzi. Jak ją przeprosić? - pytał po raz kolejny.
       - Nie wiem. Porozmawiaj z nią. - rzuciłem pisząc SMS-a do Piper.
       Nagle Eddie wyrwał mi telefon.
       - Co Ty robisz? - wrzasnąłem.
       - Piszę do Piper. - odpowiedział.
       - Po co? To moja bliźniaczka! - zażartowałem.
      - Masz, dzięki. - rzucił mi telefon.
      - Coś Ty jej napisał? - spojrzałem na komórkę.
      - Hej, Austin! - powiedziała Piper stoją w drzwiach.
      - Piper, cieszę się, że jesteś. - uśmiechnął się Eddie. - Usiądź, chcesz coś do picia? Może chcesz coś zjeść? Może...
      - Eddie! - krzyknęła. - Czego chcesz?
      - Skąd wniosek, że czegoś chcę? - zapytał zraniony. - No, może, taka jedna, malutka rzecz...
      Patrzyłem na tą sytuację rozbawiony.
      - Słucham. - usiadła.
      - Czyli mi pomożesz? - ucieszył się.
                         
                                              *Rebecka*
      - Victorze, zrób coś! To trwa zbyt długo! - wrzasnęła panna Cossie.
      - Niby co? Trzeba się poddać. Skrzynka przepadła. - załamał ręce Rodenmar.
      - Ja się nie poddam! Znajdę ją, choćby od tego zależało moje życie! - krzyknęła kobieta i wybiegła.
      - Sylvio, wracaj! - krzyknął za nią Sweet.
      Opiekun zamknął drzwi i zaśmiał się:
      - Uwierzyła!
      - Naprawdę? - niedowierzał Eric.
       - Tak. Teraz możemy być spokojni i nie przejmować się nią. - uśmiechnął się Victor.
       - Więc kto ma skrzynkę? - zapytał Eric.
       - Uczeń. Nie wiem jaki, ale to na pewno uczeń. Znajdę ją! To mój obowiązek. - uśmiechnął się Victor.

Ciekawe jak wam się to podoba. Co sądzicie ? Niedługo akcja zacznie się rozkręcać. I z zagadką i z PEDDIE <3

Co z pytaniami do postaci ?      /Rebecka

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 5 (45)

Rozdział 45 „Jak mogłaś być tak nieuważna ?”
      *Rebecka*
       Nina, Fabian, Amber, Alfie oraz Patricia właśnie byli w pokoju Billa i myśleli, o co chodzi w tych hieroglifach.
      - To niewykonalne. Skąd mamy wiedzieć, gdzie zaczyna się ta historia? - zapytała Amber.
      Cała piątka nie wiedział czego szukać. Tak naprawdę, to Amber robiła telefonem zdjęcia, Patricia szukała hieroglifów w Internecie, a Nina i Fabian próbowali to wszystko poukładać. Najdziwniejszą rzecz robił jednak Alfie.
     - Przestań szukać kosmitów, Lewis! - wściekła się Pat.
     Rzeczywiście tak to właśnie wygląda. Ciemnoskóry chodził po pokoju na czworaka, zaglądał w każdy zakamarek i pukał w ściany oraz podłogę.
       - Odczep się, Gotko! - obraził się Alfie.
      - To bez sensu! - wrzasnął Fabian.
      - Hej, wykombinujemy coś. Nie martw się. - pocieszyła go Nina.
      - O co chodzi? - spytała Amber.
      - To nie są zdania, związki frazeologiczne, ani nic w tym stylu. Pojedyncze słowa. To jest stół, tu obok człowiek, a tu nos. To bez sensu! - powtórzył brunet.
       Po godzinie okazało się jednak, że zajęcie dowcipnisia było bardziej przydatne niż całej reszty Sibuny razem wziętej.
      - Ludzie, jak widzę przycisk to mam nacisnąć, prawda? - wrzasnął klown.
      - Nie! - wrzasnęła pozostała czwórka. Wstali i podbiegli do Alfiego, który klęczał tam z niewinną miną i powiedział:
      - Przecież nie byłbym taki głupi.
      - Już nacisnąłeś przycisk? - spytał Fabs.
      - Tak, już nacisnąłem przycisk. - spuścił głowę chłopak.
     Przez chwilę było słychać trzaski i jakby przesuwanie dźwigni, aż w końcu na podłodze obok przycisku (który był ledwo zauważalny) pojawił się czarny, malutki otwór.
      - To miejsce na wisior z okiem Horusa! - wrzasnęła Amber. - Brawo, Alfie!
      - Dzięki. - szepnął wstając.
      Nina uklękła obok otworu i przyłożyła do niego zawieszkę. Błysnęło maleńkie światło i stały się dwie rzeczy:
          1. W ścianie pojawił się otwór, a z niego wyleciał klucz.
          2. Kilka hieroglifów na ścianie zaświeciło się.
       - Co to ma być? - rzuciła Patty.  
       Amber zaczęła robić zdjęcia, Alfie i Patricia podbiegli do klucza, a Nina i Fabian - do hieroglifów.
        - Niewiarygodne. - mówił brunet do siebie.
        - Musimy przetłumaczyć tylko te, które się świecą, prawda? - zapytała niepewnie Nina
        - Na szczęście. Amber zrób zdjęcia pojedynczych znaków. Alfie, pokaż mi ten klucz. - rządził Fabian.
        - Jasne, jasne.
       Klucz był czarny i wielki. Był na nim … hieroglif ?
       - Thot. - szepnął Fabs.
       - Co? - spytała Pat.
       - Napis mówi: Thot.
       - Uważaj, bo zrozumiemy. - powiedziała Amber z przekąsem.
                  *Eddie*
        Stałem juz przed Anubisem. Caroline i Bill wysadzili mnie i pojechali. Wyjazd się udał, mama trzyma się nieźle, a Lily (6 lat) była po prostu zachwycona Billem. Cały czas za nim biegała i siadała na kolanach. Wszedłem do holu, postawiłem walizkę i poszedłem do jadalni.
        - Cześć, wróciłem. - krzyknąłem.
        - Siema, stary! - wrzasnął Austin i przybił ze mną piątkę.
        - Hej! - krzyknęli pozostali.
        Przy stole byli wszyscy z wyjątkiem Patrici. Dziewczyna szalała po całym salonie.
        - Patricia, usiądź i zjedz coś. Znajdzie się. - powiedziała Trudy.
        - Co zgubiłaś? - spytałem.
        - Nie Twoja sprawa, karaluchu! - wrzasnęła wściekła.
        - Telefon. - odezwała się Piper. Gotka usiadła przy stole.
        - Gdzie ostatni raz go widziałaś? - zapytała Nina.
        Usiadłem. Patty od naszej ''małej'' sprzeczki siedziała pomiędzy Amber i K.T.
        - Nie wiem, chyba... - zastanowiła się, ale zaraz zrobiła przerażone oczy.
        - Co? - krzyknęła Nina. Fabian, Alfie, Amber, Nina i Patricia wybiegli na korytarz.
        No właśnie, co ?
                *Rebecka*
        - Jak mogłaś być tak nieuważna? - spytał Fabs.
        - Przepraszam.
        - Może nie znajdzie go? - powiedziała z nadzieją Amber.
        - Patricio, Bill prosi o spotkanie, za 10 minut na chodniku przed Anubisem. Pilne. - powiedziała Piper, która właśnie weszła do holu.- Czemu macie przerażone miny? - spytała zbita z tropu.
        - Nic, Piper. Dzięki za informację. - uśmiechnęła się Pat.
       - Nie wiem jak wy, ale ja myślę, że mamy problem. - stwierdziła Ambs.

Jestem ciekawa waszej opinii. Jak wam się podoba ? Komentujcie !!!

P.S. Czy są wśród nas jacyś Aliens ?         /Rebecka