niedziela, 25 maja 2014

Sorry

Rozdział będzie niestety dopiero za tydzień, bo wyjeżdżam na wycieczkę i nawet nie zdołam przysiąść nad nim. Jak wrócę to to nadrobię :)

Pozdrawiam, i jeszcze raz przepraszam !

                                         /Rebecka

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 6 (46)

    Rozdział 6 (46) „Co, ty z obstawą?”
                  *Patricia*
        Byłam przerażona. Jak mogłam zostawić telefon w sypialni Billa? Może często gubię różne rzeczy, ale telefon? W życiu! Niezły ze mnie członek Sibuny, najpierw amulet, potem telefon. Powinni mnie wykopać.
        Całą piątką wyszliśmy z Anubisa.
        - Co jeśli będzie pytał czemu tam była? - spytałam.
        - Wymyśl coś. To jest też Twój dom. Może szukałaś koszulki? Macie podobny styl. - wpadła na pomysł Amber (jak zwykle o ciuchach).
        - Dobra, stójcie tu. - powiedziałam i odeszłam od nich 10m. Z daleka zobaczyłam Billa.
         - Cześć. - powiedziałam, gdy podszedł.
         - Witam! Co Ty, z obstawą? - zaśmiał się.
         - To moi przyjaciele. - odpowiedziałam.
         - Dobra, dosyć tych słodkich kłamstw. Co robiłaś w moim pokoju? - zapytał. W dłoni miał mój telefon.
         - Szukałam koszulki. Telefon! Myślałam, że go nie znajdę. - krzyknęłam wskazując komórkę.
         - Była w moim pokoju. A teraz całkiem serio. Aby znaleźć jedną bluzkę potrzebowałaś pięciu osób, mojego laptopa i odsuwania mebli ? - spojrzał podejrzliwie.
         Co? Skąd on wie? Nie było go tam. Toma też, wyjechał pół godziny wcześniej. Odwróciłam głowę, by spojrzeć na resztę. Wymieniali między sobą przerażone spojrzenia.
        - Skąd wiem? No więc Tom musiał wrócić się po coś do domu i jak już jechał to w lusterku coś zobaczył. Dywan w moim pokoju był podwinięty przez nóżkę fotela, a laptop nie był do końca zamknięty. - wyjaśnił nam.
        Wszystkie te rzeczy były moim obowiązkiem.

        - Patricio! - nie wytrzymał Fabian.
        - Przepraszam. - odpowiedziałam.
        - Co to jest ''Sibuna''? - spytał Bill.
        - Co? - zdziwiłam się.
        Kaulitz zaczął klikać coś na MOIM telefonie i przeczytał.
        - ''Tom wyjeżdża w sobotę o 12:00, więc o 12:15 przed Anubisem. Sibuna.''
        - Czytałeś moje SMS-y?! - wrzasnęłam.
        - Tak. Joy pisała z Tobą o mnie, a Ty mi nie powiedziałaś? - zaśmiał się. - Nie mścij się na Eddiem, bo pocałunek nie był zakładem. I tak chciał z Tobą zatańczyć, ale raz mu odmówiłaś, więc jego motywacją był zakład.
       - Jak śmiesz?! - krzyknęłam.
       - Czym jest ''Sibuna''?
        - Klubem. - odpowiedziała Nina.
        - Czym się zajmujecie?
        Nina zawahała się.
        - Powiem mu. - spojrzała na resztę Amber.
        - Nie. - szepnął Alfie stanowczo.
        - Obliczeniami. - powiedział Fabian.
        - Co? - zdziwił się Bill.
        Brunet zawahał się, a potem wyrecytował:
       - Nasza piątka interesuje się architekturą, więc chodzimy do różnych domów i pomieszczeń, a potem obliczamy pole, czasem objętość i zawartość tlenu, azotu. Zostaniemy kiedyś architektami. - zakończył kujonek.
       Chciało mi się śmiać, bo nie widziałam sensu jego wypowiedzi. Ja i architektura? Alfie i pole? Amber nawet nie wie co to azot. Dobre!
       - Naprawdę? - niedowierzał wokalista.
                 *Austin*
       Siedziałem z Eddiem w pokoju i rozmawialiśmy o dziewczynach.
       - Przez Alfiego i Jeroma Pat mnie nienawidzi. Jak ją przeprosić? - pytał po raz kolejny.
       - Nie wiem. Porozmawiaj z nią. - rzuciłem pisząc SMS-a do Piper.
       Nagle Eddie wyrwał mi telefon.
       - Co Ty robisz? - wrzasnąłem.
       - Piszę do Piper. - odpowiedział.
       - Po co? To moja bliźniaczka! - zażartowałem.
      - Masz, dzięki. - rzucił mi telefon.
      - Coś Ty jej napisał? - spojrzałem na komórkę.
      - Hej, Austin! - powiedziała Piper stoją w drzwiach.
      - Piper, cieszę się, że jesteś. - uśmiechnął się Eddie. - Usiądź, chcesz coś do picia? Może chcesz coś zjeść? Może...
      - Eddie! - krzyknęła. - Czego chcesz?
      - Skąd wniosek, że czegoś chcę? - zapytał zraniony. - No, może, taka jedna, malutka rzecz...
      Patrzyłem na tą sytuację rozbawiony.
      - Słucham. - usiadła.
      - Czyli mi pomożesz? - ucieszył się.
                         
                                              *Rebecka*
      - Victorze, zrób coś! To trwa zbyt długo! - wrzasnęła panna Cossie.
      - Niby co? Trzeba się poddać. Skrzynka przepadła. - załamał ręce Rodenmar.
      - Ja się nie poddam! Znajdę ją, choćby od tego zależało moje życie! - krzyknęła kobieta i wybiegła.
      - Sylvio, wracaj! - krzyknął za nią Sweet.
      Opiekun zamknął drzwi i zaśmiał się:
      - Uwierzyła!
      - Naprawdę? - niedowierzał Eric.
       - Tak. Teraz możemy być spokojni i nie przejmować się nią. - uśmiechnął się Victor.
       - Więc kto ma skrzynkę? - zapytał Eric.
       - Uczeń. Nie wiem jaki, ale to na pewno uczeń. Znajdę ją! To mój obowiązek. - uśmiechnął się Victor.

Ciekawe jak wam się to podoba. Co sądzicie ? Niedługo akcja zacznie się rozkręcać. I z zagadką i z PEDDIE <3

Co z pytaniami do postaci ?      /Rebecka

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 5 (45)

Rozdział 45 „Jak mogłaś być tak nieuważna ?”
      *Rebecka*
       Nina, Fabian, Amber, Alfie oraz Patricia właśnie byli w pokoju Billa i myśleli, o co chodzi w tych hieroglifach.
      - To niewykonalne. Skąd mamy wiedzieć, gdzie zaczyna się ta historia? - zapytała Amber.
      Cała piątka nie wiedział czego szukać. Tak naprawdę, to Amber robiła telefonem zdjęcia, Patricia szukała hieroglifów w Internecie, a Nina i Fabian próbowali to wszystko poukładać. Najdziwniejszą rzecz robił jednak Alfie.
     - Przestań szukać kosmitów, Lewis! - wściekła się Pat.
     Rzeczywiście tak to właśnie wygląda. Ciemnoskóry chodził po pokoju na czworaka, zaglądał w każdy zakamarek i pukał w ściany oraz podłogę.
       - Odczep się, Gotko! - obraził się Alfie.
      - To bez sensu! - wrzasnął Fabian.
      - Hej, wykombinujemy coś. Nie martw się. - pocieszyła go Nina.
      - O co chodzi? - spytała Amber.
      - To nie są zdania, związki frazeologiczne, ani nic w tym stylu. Pojedyncze słowa. To jest stół, tu obok człowiek, a tu nos. To bez sensu! - powtórzył brunet.
       Po godzinie okazało się jednak, że zajęcie dowcipnisia było bardziej przydatne niż całej reszty Sibuny razem wziętej.
      - Ludzie, jak widzę przycisk to mam nacisnąć, prawda? - wrzasnął klown.
      - Nie! - wrzasnęła pozostała czwórka. Wstali i podbiegli do Alfiego, który klęczał tam z niewinną miną i powiedział:
      - Przecież nie byłbym taki głupi.
      - Już nacisnąłeś przycisk? - spytał Fabs.
      - Tak, już nacisnąłem przycisk. - spuścił głowę chłopak.
     Przez chwilę było słychać trzaski i jakby przesuwanie dźwigni, aż w końcu na podłodze obok przycisku (który był ledwo zauważalny) pojawił się czarny, malutki otwór.
      - To miejsce na wisior z okiem Horusa! - wrzasnęła Amber. - Brawo, Alfie!
      - Dzięki. - szepnął wstając.
      Nina uklękła obok otworu i przyłożyła do niego zawieszkę. Błysnęło maleńkie światło i stały się dwie rzeczy:
          1. W ścianie pojawił się otwór, a z niego wyleciał klucz.
          2. Kilka hieroglifów na ścianie zaświeciło się.
       - Co to ma być? - rzuciła Patty.  
       Amber zaczęła robić zdjęcia, Alfie i Patricia podbiegli do klucza, a Nina i Fabian - do hieroglifów.
        - Niewiarygodne. - mówił brunet do siebie.
        - Musimy przetłumaczyć tylko te, które się świecą, prawda? - zapytała niepewnie Nina
        - Na szczęście. Amber zrób zdjęcia pojedynczych znaków. Alfie, pokaż mi ten klucz. - rządził Fabian.
        - Jasne, jasne.
       Klucz był czarny i wielki. Był na nim … hieroglif ?
       - Thot. - szepnął Fabs.
       - Co? - spytała Pat.
       - Napis mówi: Thot.
       - Uważaj, bo zrozumiemy. - powiedziała Amber z przekąsem.
                  *Eddie*
        Stałem juz przed Anubisem. Caroline i Bill wysadzili mnie i pojechali. Wyjazd się udał, mama trzyma się nieźle, a Lily (6 lat) była po prostu zachwycona Billem. Cały czas za nim biegała i siadała na kolanach. Wszedłem do holu, postawiłem walizkę i poszedłem do jadalni.
        - Cześć, wróciłem. - krzyknąłem.
        - Siema, stary! - wrzasnął Austin i przybił ze mną piątkę.
        - Hej! - krzyknęli pozostali.
        Przy stole byli wszyscy z wyjątkiem Patrici. Dziewczyna szalała po całym salonie.
        - Patricia, usiądź i zjedz coś. Znajdzie się. - powiedziała Trudy.
        - Co zgubiłaś? - spytałem.
        - Nie Twoja sprawa, karaluchu! - wrzasnęła wściekła.
        - Telefon. - odezwała się Piper. Gotka usiadła przy stole.
        - Gdzie ostatni raz go widziałaś? - zapytała Nina.
        Usiadłem. Patty od naszej ''małej'' sprzeczki siedziała pomiędzy Amber i K.T.
        - Nie wiem, chyba... - zastanowiła się, ale zaraz zrobiła przerażone oczy.
        - Co? - krzyknęła Nina. Fabian, Alfie, Amber, Nina i Patricia wybiegli na korytarz.
        No właśnie, co ?
                *Rebecka*
        - Jak mogłaś być tak nieuważna? - spytał Fabs.
        - Przepraszam.
        - Może nie znajdzie go? - powiedziała z nadzieją Amber.
        - Patricio, Bill prosi o spotkanie, za 10 minut na chodniku przed Anubisem. Pilne. - powiedziała Piper, która właśnie weszła do holu.- Czemu macie przerażone miny? - spytała zbita z tropu.
        - Nic, Piper. Dzięki za informację. - uśmiechnęła się Pat.
       - Nie wiem jak wy, ale ja myślę, że mamy problem. - stwierdziła Ambs.

Jestem ciekawa waszej opinii. Jak wam się podoba ? Komentujcie !!!

P.S. Czy są wśród nas jacyś Aliens ?         /Rebecka

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 4 (44)

       Rozdział 44 „Chcesz lecieć ?”
 *Eddie*
           Patricia dalej się do mnie nie odzywa. Jest strasznie pamiętliwa i złośliwa. Za każdym razem, jak mówię do niej, to odwraca się i mówi żebym spadał na bambus prostować banany. Mam za to żal do Jeroma i Alfiego. Gdyby stulili pyski, to Pat nie wiedziałaby o zakładzie i miałbym czystą kartę, a tu dupa.
        Właśnie szedłem do mojego ojca dyrektora, ponieważ mnie wołał.
        - Witaj Edison! - zawołał, gdy tylko przekroczyłem próg.
        - Eddie, Eryku, Eddie! - poprawiłem.
        - Jasne. Spróbuję zapamiętać. Eddie, Eddie, Eddie - powtórzył. - No to jak Ci się u nas podoba?
        - Pytasz mnie o to co tydzień! - wyżaliłem się.
        - Och, może się coś zmieniło. Bo widzisz, Caroline zadzwoniła i pytała się, czy nie chcesz z nią lecieć do Stanów. - zapytał dyrektor.
        - Chyba do niej, do Stanów. - powiedziałem.
        - Nie, nie. Caroline jeszcze nie wyjechała.
        - To gdzie jest? - spytałem zdziwiony.
        - Mieszka z chłopakiem. - odpowiedział mi.
        - Ma w Anglii chłopaka? - krzyknąłem.
        - Tak. Nie podoba mi się, ale to w końcu jej wybór. - potrząsnął głową. - Chcesz lecieć?
        - Jasne. - rzuciłem.
        - To w takim razie, przyjadą po Ciebie w piątek o czwartej. - powiedział.
        - Przyjadą?
        - No, Caroline z chłopakiem. Chce go przedstawić mamie i Lily. - rzucił notując coś. - I Stevenowi. - dodał z wyrzutem.
        - Aha. To ja pójdę spakować się. Na razie. - pożegnałem się.
        - Żegnaj Eddie.
         Myśli kotłowały mi się w mojej głowie. Caroline ma chłopaka w Anglii? Od kiedy? I kim on jest? Czemu mi nie powiedziała? To nie trzymało się kupy. Coś tu nie gra.
                        ***
         W piątek, o godzinie 15:50 szedłem z walizką przez plac przed Anubisem. Tego dnia chłopcy kończą lekcje w pół do czwartej, ze względu na W-F, ale Sweet mnie zwolnił. Tak więc stojąc i opierając się o walizkę, zauważyłem idących kolegów: Fabiana, Austina, Jeroma, Alfiego, Micka. Nikt nie wie, że wyjeżdżam, tak więc zdziwiło ich to bardzo.
        - Co Eddie, wyrzucili Cię? - spytał Jerome.
        - Chciałbyś, Jerry. - stwierdziłem. - Wrócę w niedzielę. Jadę do domu na weekend.
        - Aha, spoko. To na razie. - powiedział Fabian.
       I poszli. Postałem tak jeszcze pięć minut, a potem zauważyłem wielki, czarny wóz, który zatrzymał się dwadzieścia metrów ode mnie. Drzwi z dwóch stron otworzyły się, a z środka wyszli Caroline i... Bill? Chłopak zdjął okulary przeciwsłoneczne i uśmiechnął się.
       - Guten Tag, wie geht's dir?
       - Gut. - odpowiedziałem powoli nie mogąc uwierzyć. - Co Ty tu robisz?
       - Dopóki nie znudzę się Twojej siostrze, jesteśmy w pewnym sensie rodziną. - zaśmiał się.
       - Ty mi się nigdy nie znudzisz! - krzyknęła Caroline i pocałowała go w policzek.  
       Stałem tak z szeroko otwartymi oczami, aż usłyszałem krzyk od strony Anubisa.
       - Bill?!
       Patricia w błyskawicznym tempie dobiegła do brata i przytuliła go.
       - Co tu robisz? - spytała.
       - Lecę do Stanów.
       - Do Stanów? Po co? - zapytała.
       - Aby poznać rodziców mojej dziewczyny. - wskazał na Caroline. Patty dopiero teraz zobaczyła, że Bill i Caroline trzymają się za ręce.
       - Co?! - krzyknęła.
       - Eddie też leci. - powiedział Bill.
       - Co mnie to? - obdarzyła mnie morderczym spojrzeniem.
       - Ach... leć, Patty. Na razie. - Bill ja przytulił. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
       - Co Patricia ma do Ciebie? - spytała mnie Caro.
       - A, to... Był bal. Założyłem się, że z nią zatańczę. Potem ją pocałowałem. Jednak koledzy powiedzieli jej o zakładzie, więc myśli, że całus też był zakładem, a to nie prawda i jest zła. - opowiedziałem. Blondynka westchnęła i powiedziała:
       - Po kim Ty taki tępy jesteś to ja nie wiem.
       Dalszą drogę przebyliśmy w ciszy. W samolocie była dopiero jazda.
      - Przepraszam pana! - powiedział jakiś 14-letni chłopiec do Billa.
      - Czy to naprawdę pan? Rockman westchnął i przytaknął.
      - Naprawdę?! Mogę autograf? - i tak dziesięć innych osób.
       On jest aż taki popularny ?

Jestem ciekawa co myślicie. Piszcie w komentarzach. Pozdrawiam ! <3   /Rebecka