czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 48 (8)

Rozdział 48 „Czy na tę dyskotekę trzeba mieć parę?”
            *Patricia*
             Mam nadzieję, że dobrze zrobiłam wybaczając mu, i że już nigdy więcej mnie nie oszuka. On jest naprawdę fajny. Moglibyśmy być przyjaciółmi. Pod warunkiem, że mnie nie zrani. Drzwi do pokoju były lekko uchylone, więc słyszałam jak Amber mówi:   
           - Jak myślisz, będą razem?
           - Mam nadzieję. Pasują do siebie. - odpowiedziała Nina.
           - Jak tylko Pat wróci to pójdę zapytać Eddiego jak było. Patricia nam nie powie. - stwierdził Fabian.
           - To możesz już iść. - powiedziałam stając w drzwiach.
           Chłopak spojrzał na mnie i spytał:
            - Czyli nie powiesz?
           - Nie.
           - Powiedz chociaż czy mu wybaczyłaś. - zaciekawił się Alfie.
           - Tak. - rzuciłam obojętnie.
           - Jesteście razem? - podekscytowała się Amber.
           - Nie! - krzyknęłam.
           Siedzieliśmy tak w milczeniu przez kilka minut.
           - A co z tymi hieroglifami i kluczem? - spytałam.
           - Rozgryzłem je, ale nie wiem w jakiej kolejności muszą być. Wpadłem na coś jeśli chodzi o klucz. - odpowiedział Fabian.
           - Co? - spytała Amber.
           - Victor mówił o jakiejś skrzynce, do której nie mają klucza. Może to on?
           - Genialne! - krzyknęła Nina. - Tylko gdzie ta skrzynka?
           - Nie wiem. Może hieroglify nam powiedzą? - rzucił Fabian.
           - Mam nadzieję. - stwierdziła.
           - Właśnie. Co powiecie na bal? - zmieniła temat Amber.
           - Znowu? Sweet się nie zgodzi. - ostudziłam entuzjazm blondynki.
           - Wszyscy do salonu! Raz - dwa! - ryknął Victor.
           - O-o! Fabian, schowaj notatki do pokrowca na telefon i daj mi ich trochę. - krzyknęła Amber. Tak więc notatki ukryli Fabian, Nina i Amber. Alfie wrzucił klucz do portfela.
         - Kogoś brakuje? Na dół! - ponaglił Rodenmar.
         Rzuciliśmy się do drzwi. Po chwili byliśmy w salonie. Usiedliśmy. Przy stole stał opiekun w towarzystwie dyrektora Sweeta.
         - Jedna z uczennic naszej szkoły zaproponowała bal. - zaczął Eric. - 14 października był nie tylko Dzień Nauczyciela, ale także Dzień Edukacji Narodowej, czyli -co za tym idzie- Dzień Ucznia. Zorganizujemy może nie bal, ale dyskotekę. Wszystko jest prawie gotowe, oprócz muzyki. Większość z was wolałaby pewnie zespół. Gdy byłem w Domu Izydy padł pomysł Tokio Hotel. W pozostałych domach uznano pomysł za dobry. Zgadzacie się? - zakończył.
         - Jasne. - odpowiedzieli wszyscy zgodnie.
         - Patricio, Piper, porozmawiacie z braćmi? - zwrócił się do nas.
         - Dobrze.
         - Więc w ten piątek dyskoteka.
         - Co? Kiedy ja kupię sukienkę? - krzyknęła Amber.
         - To już nie mój problem. - zaśmiał się Sweet i wyszedł.
         - A teraz do łóżek, bo zaraz będę chciał usłyszeć szpilkę. - rozgonił wszystkich Vic.
         - Ciekawe, kto prosił go o bal? - myślała Amber.
        - Zadowoleni? - podeszła Joy.
        - Pewnie! Może to ktoś z Domu Nut? - ciągnęła blondi.
        - Amber, to byłam ja. Napisałam do niego e-maila z prośbą. - zapiszczała Mercer.
        - Więc czemu nie powiedział, że to ty? - dopytywała Millington.
        - Bo podpisałam się ''uczennica''. - wyjaśniła dziewczyna Jeroma.
        - Dobra, dość tego! Jutro wszystkie dziewczyny idą na zakupy, a ty, Pat, dzwoń po Billa. - podbiegła do nas Piper, a potem zaczęliśmy się rozchodzić do pokoi.
        - Amber! Joy! - krzyknął Eddie.
        - Hm? - zatrzymały się obie.
        - Czy na tę dyskotekę trzeba mieć parę? - spytał.
        - Dobrze by było. - odpowiedziała Joy.
        - Aha. dzięki.
        I tyle go widziałam. Kogo chce zaprosić? Może ma jakąś dziewczynę? Nie... na pewno nie!
         - Bill, wiem, że macie przerwę, ale miałbyś ochotę na występ? - spytałam siedząc na łóżku.
        - O co chodzi? - wydawał się zbity z tropu. Wyjaśniłam mu wszystko, a on się zgodził.

                             ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
         - Aaaaaaaaaaaaaaaa!!!
        Obudził mnie wrzask Niny. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona, w obawie, że zjawa znowu dusi Martin. Jednak to, co tym razem z Amber zobaczyłyśmy przerosło nasze oczekiwania.


I jak wam się podoba ? Może mała zapowiedź ? :
 - Co się stało Ninie ?
- Czy Alfie ukarze swój nowy talent ?
- O co Amber będzie podejrzewać Alfiego ?


To taki przedsmak J Podoba wam się ? Komentujcie proszę J (Sorry za dłuższą przerwę).                                                    /Rebecka

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 7 (47)

Rozdział 7 (47) „Może kiedyś mi wybaczysz”
            *Patricia*
           Wróciliśmy do pokoju. Ku naszemu zdziwieniu na moim łóżku leżała czarna róża i list.
          - O... jak romantycznie! - wrzasnęła Amber.
          Podeszłam i powąchałam kwiat.
         - Był malowany sprayem. - zaśmiałam się.
         Wzięłam list i przeczytałam w myślach :

''Wiem, że myślisz, że jestem oszustem, ale chcę abyś wiedziała po prostu, że pocałunek był wspaniały i prawdziwy. Może kiedyś mi wybaczysz...
                                                           Twój Eddie''

         
           - Od kogo ? - dopytywał Alfie i chciał mi zabrać kartę, lecz powstrzymałam go.
           - Od Eddiego, prawda? - zapytała Nina.
           - Skąd ten wniosek? - dopytywałam.
           - Bo mu na Tobie zależy! - stwierdził Fabian.
           - Co powinnam zrobić?
           - Wybaczyć mu wreszcie! - wrzasnęli wszyscy.
           - Muszę pogadać z Piper! - rzuciłam.
           - Czemu?
           - Bo tylko ona wiedziała, że lubię czarne róże malowane sprayem! - wybiegłam.
            Bez pukania otworzyłam drzwi i spytałam na wejściu:
           - Co powiedziałaś Eddiemu?
           - Nie rozumiem. - stwierdziła.
           - O róży?
           - Aaaaa. Było tak od razu! Pytał jakie kwiaty lubisz. To mu powiedziałam. Powinnaś mu wybaczyć. Chłopak naprawdę się stara. Chyba Cię kocha. - rzekła Piper.
          - Też tak myślę. - włączyła się do rozmowy Joy.
         - Czyli sugerujecie, że mam mu wybaczyć to, że mnie okłamał, wykorzystał i zabawił się mną? - zapytałam.
          - Tak. - stwierdziły obie po chwili zastanowienia.
         - Ale wy wszyscy jesteście durni!
         Piper podeszła do mnie, złapała mnie za ramiona i rzekła wyraźnie:
         - On. Cię. Kocha. - po czym odwróciła mnie i wypchnęła z pokoju. - Idź do niego.
         Zamknęła drzwi. Może moja siostra i wszyscy inni mieli rację? To było już dawno. Nie słuchałam jego wyjaśnień. Nawet Bill, który go ledwo zna, bronił go. Czas zakopać topór wojenny.
               *Eddie*
         Oby mi wybaczyła. Oby mi wybaczyła. Oby mi wybaczyła!
        Ile można czekać? Siedzę tu już pół godziny jak jakiś kołek i myślę, czy zobaczyła różę, czy uwierzyła i czy wybaczyła. Austin leżał na łóżku i patrzył, kiedy nagle jego telefon zawibrował.
        - Piper pisze, że chyba przekonała ją, aby Ci wybaczył i może tu niedługo przyjdzie. - przeczytał.
        - TAK! - wrzasnąłem.
         Puk, puk.
        Usiadłem na łóżku, a Austin otworzył drzwi.
        - Witam, panno Williamson. Zapraszam. - uśmiechnął się.
        Wstałem. Patricia podeszła do mnie i...
        ŁUP!
       Dostałem z liścia.
       - A to za co?
       - Za zakład.
       Pocałowała mnie w policzek.
        - Wybaczyłam Ci.
       I wyszła.
       Staliśmy tak zdziwieni. Uśmiechnąłem się i rzuciłem na łóżko.
       - Ona jest niesamowita! - wybuchnął śmiechem Aus.
                    *Piper*
       Austin napisał do mnie: "Przyjdź. Patricia już pewnie wróciła do pokoju.''
      - Joy, gdzie Jerome?
      - Na dole. Uczy się z Marą. - odpowiedziała zła.
      - I jesteś zachwycona? - zgadłam.
      - Bo to jego była! Co jeśli zechce do nie wrócić? Jest ładna, mądra, zabawna. Ma wszystko to, czego ja nie mam! - krzyknęła.
      - Joy. Jesteś od niej ładniejsza i zabawniejsza. A ona ma chłopaka. Jeżeli Ci to przeszkadza, to pogadaj z Fabianem. - stwierdziłem.
      - Czemu? - zdziwiła się.
      - Bo on też jest mądry. Poproś żeby to on go uczył.
      Puk, puk.
       - Joy. Mogę wejść? - zapytał Jerome.
      - Pewnie.
      - Idę do Austina. Pogadaj też z Jerrym. - rzuciłam.
      Weszłam do sypialni chłopców. Śmiali się tak, że słychać ich było na korytarzu.
      - Co wam? - spytałam.
      Wybuchnęli jeszcze większym śmiechem.
      - Masz super siostrę. - powiedział mój chłopak i na powrót zaczął się śmiać.
      - Doprawdy. Jak Ci poszło? - zwróciłam się do Eddiego.
      - Dobrze. Dostałem z liścia.
      - A cieszy Cię to, ponieważ...? - zdziwiłam się
      - Dostałem też buziaka w policzek. - uśmiechnął się.
       Był tym zachwycony. Upewniło mnie to w przekonaniu, że on naprawdę ją kocha i dobrze zrobiłam pomagając mu. Tylko jak sprawić, aby byli razem?

No i jest rozdział. Jak wam się podoba ? Co byście zmienili ?

Ankieta !                                                                                      /Rebecka